|
Śladami latarni polskiego Wybrzeża - projekt międzyprzedmiotowy
LATARNIA W NOWYM PORCIE
Mamy w Gdańsku kolejną cenną budowlę. Latarnia morska w Nowym Porcie została właśnie wpisana na listę zabytków. 27-metrową wieżę oddano do użytku w 1894 r. Przez 90 lat służyła ludziom morza.
Gdańska latarnia, zbudowana pod koniec XIX wieku na wzór amerykańskiej latarni morskiej w Cleveland (Ohio) w USA, od początku służyła jako wieża pilotów portowych. Z wnioskiem o wpisanie na listę zabytków wystąpiła pięć lat temu rada dzielnicy. Zaraz potem zrujnowany obiekt kupił od miasta biznesmen Jacek Michalak.
- Trudno uwierzyć, w jakim fatalnym stanie była latarnia. Powybijane okna, w środku hulał wiatr - wspomina właściciel. - Zakup latarni w Nowym Porcie nie był przypadkiem. Od lat działam w międzynarodowych stowarzyszeniach skupiających miłośników latarni.
Od dwóch lat w wiernie zrekonstruowanym budynku latarni działa muzeum. Oprócz eksponatów zwiedzający mogą podziwiać widok na Westerplatte, ujście Martwej Wisły, kanały portowe i wody Zatoki Gdańskiej.
- Mamy w Pomorskiem prawie 3 tys. obiektów wpisanych na listę zabytków - mówi Marcin Tymiński, rzecznik wojewódzkiego konserwatora zabytków. - Takich cennych budynków jest ponad 550. Aby dostać się na listę, obiekt powinien mieć wyróżniające się cechy historyczne i estetyczne i być mniej więcej w niezmienionym stanie. Nie musi być bardzo stary, np. ostatnio dużo budynków z Gdyni i Sopotu otrzymało status zabytków, jest ich tam ponad setka.
Dla wszystkich prywatnych właścicieli, a należy do nich 30 procent pomorskich zabytków, znalezienie się na liście jest niezwykle cenne. Konserwacja i utrzymanie historycznych budowli kosztuje krocie. Jego właściciel może się starać o dofinansowanie z Ministerstwa Kultury i Sztuki lub innych instytucji wspierających ochronę dóbr kultury.
Może teraz Jackowi Michalakowi uda się zdobyć fundusze i zrealizować swoje kolejne marzenie - umieszczenie na latarni kuli czasu.
- Ten przyrząd o magicznie brzmiącej nazwie był w istocie niezwykle precyzyjnym instrumentem służącym do nastawienia chronometrów okrętowych - tłumaczy Michalak. - Całe urządzenie opiera się na żelaznej kuli o średnicy półtora metra, zamontowanej na 3-metrowym maszcie na kopule latarni. Latarnik wciągał korbką kulę na szczyt masztu. Codziennie, punktualnie o godz. 12 z obserwatorium astronomicznego w Berlinie przychodził telegraficzny sygnał oznaczający południe. Elektryczny sygnał telegrafu zwalniał kulę, która opadała w dół masztu. Kapitanowie statków w porcie i na redzie mogli dzięki temu dokładnie dostroić swoje chronometry.
Kula na gdańskiej latarni działała do końca lat 20. Podczas silnego sztormu wiatr zniszczył precyzyjny przyrząd. Nikomu nie chciało się odbudować zegara - do nawigacji już używano radia, a o istnieniu kuli czasu przypominały już tylko stare ryciny.
JAK ODRADZAŁA SIĘ LATARNIA W NOWYM PORCIE
Wyjaśnia Carlotta Birelli, współwłaścicielka firmy Altri Architetti z Berlina, nadzorująca prace renowacyjne latarni w Nowym Porcie
Od początku latarnia morska w Nowym Porcie wydawała mi się wyjątkowa. Dlatego staraliśmy się w naszych pracach zachować w jak największym stopniu jej oryginalny wygląd. Oczywiście zanieczyszczenie powietrza oraz naturalne procesy atmosferyczne dokonały wielu zniszczeń; należało całkowicie odbudować i zrekonstruować wiele elementów. W każdym przypadku jednak wiernie nawiązywaliśmy do historii obiektu. W trwających rok badaniach dotarliśmy do wielu niezwykle interesujących dokumentów, m.in. do rachunku za soczewkę, którą na zlecenie władz ówczesnego Gdańska wystawiła francuska firma Barbier&Fenestre. Soczewka znajduje się do dziś na szczycie latarni, a rachunek stanowi cenny obiekt w znajdującym się w latarni muzeum. To piękny obiekt, unikatowy w skali całej Europy. Praca przy nim była prawdziwą przyjemnością i wielkim doświadczeniem.
LATARNIA MORSKA NA WESTERPLATTE
Wojewódzki konserwator zabytków chciałby wpisać na listę zabytków 150-letnią metalową latarenkę stojąca na Westerplatte w główkach portu Gdańskiego.Przeszkodą jest brak danych na temat zabytkowego obiektu. Za pośrednictwem "Gazety" zwraca się Czytelników o nadsyłanie informacji dotyczących latarni.
Pierwszą latarnią morską w Gdańsku była latarnia w Wisłoujściu zbudowana w 1482 r. Okrągła wieża miała 60 stóp wysokości; na platformie jej szczytu wieczorami rozpalano ogień, widoczny z odległości kilkunastu kilometrów. W roku 1577 r. artyleria Batorego zniszczyła wieżę latarni. Została jednak szybko odbudowana i podwyższona. Funkcjonowała do 1758 r.
Wisła, która zawsze niosła dużo piasku, z biegiem czasu tak zamuliła swe ujście pod Wisłoujściem, że w roku 1620 statki z wielkim trudem mogły wchodzić w koryto rzeki. Gdańszczanie postanowili przekopać nowy kanał. Od tego czasu stale pracowano nad pogłębianiem i rozszerzaniem kanału, który pod nazwą Nowego Portu (Neufahrwasser) stał się częścią gdańskiego portu.
Po okresie wojen napoleońskich główny wysiłek władz portowych skierowano na utrzymanie i rozbudowę falochronów, chroniących Kanał Portowy przed zapiaszczeniem. I tak w latach 1824-1838 z wielkich bloków granitowych wybudowano falochron wschodni, a na jego cyplu w 1843 r. wzniesiono małą, żelazną latarnię morską. Koszt jej budowy wyniósł 12 tys. marek, a zadaniem było wskazanie statkom właściwej drogi do Kanału Portowego. - Chodzi nam właśnie o tę małą latarnię - mówi Marcin Tymiński, rzecznik wojewódzkiego konserwatora zabytków. - Połączona z pirsem małym mostkiem stanowiła ulubione miejsce niedzielnych spacerów. Była wielokrotnie reprodukowana w różnych ujęciach na przedwojennych pocztówkach z Gdańska.
W 1894 r. na Wzgórzu Pilotów w Nowym Porcie stanęła, również istniejąca do dziś, kolejna latarnia. Wysoką na ponad 27 m wieżę wybudowano na wzór nieistniejącej już latarni w Cleveland w USA. Była ona pierwszą nad Bałtykiem latarnią zasilaną przez akumulatory, ładowane w ciągu dnia przez generator, napędzany za pomocą maszyny parowej. - W tym roku ten obiekt został wpisany do rejestru zabytków - opowiada Tymiński. - Pięć lat temu kupił ją Jacek Michalak i po gruntownym remoncie udostępnił ją zwiedzającym. Działa tam małe muzeum, a z tarasu rozciąga się niezapomniany widok na port i Westerplatte. Z okien latarni Michalaka doskonale widać czerwoną obecnie latarenkę zwieńczającą portowy pirs.
Mimo to, że jest o pół wieku starsza - zabytkiem jednak nie jest. Aby można było wpisać ją na listę, musi powstać odpowiednia dokumentacja.
| |